piątek, 12 września 2014

Chapter 3


-O cholera, fajna sukienka – zagarnęła Jessica podchodząc do jednej z sukni wieczorowych. Wzięła ubranie do ręki i bez niczego weszła do przebieralni. 
W tym czasie ja przeglądałam resztę ciuchów zwisających na wieszakach. Wszystkie rzeczy były piękne. Począwszy od krótkich spodenek po długie T-shirty. Wszystko jednak musiało mieć swoje granice bo ani ja ani Jessica nie jesteśmy najbogatsze w tym mieście. Co prawda na start mamy przygotowane trochę kasy, ale mimo wszystko musimy oszczędzać aż do pierwszej wypłaty.
Nie mam pojęcia ile wizażystki zarabiają w Toronto ale mam nadzieję, że więcej niż te w Anglii.
-Mogę w czymś pomóc? - podszedł do mnie mężczyzna przed 30 jak sądzę. Miał śnieżnobiały uśmiech, dłużej przycięte brązowe włosy i niebieskie oczy. Był atrakcyjny. Przystojny pracownik jednego ze sklepów we wschodniej części Toronto.
-Nie dziękuję, tak tylko się rozglądam – odparłam mu posyłając nieśmiały uśmiech.
-W razie pomocy proszę wzywać – uśmiechnął się ponownie a ja odprawiłam go wzrokiem aż do stojącej przy wyjściu kasy do której się udał. Stanął za nią i założył ręce w krzyż za plecami. Po chwili spojrzał na mnie a ja speszona odwróciłam wzrok i kontynuowałam przewracanie na wieszakach świetnych ubrań.
-Samantha? - usłyszałam po chwili głos przyjaciółki.
Podeszłam do jednej z przebieralni w której była dziewczyna i odsunęłam kurtynę.
-Jestem – odparłam w końcu
-Jak wyglądam?

Jessica stała przede mną w krótkiej czerwonej sukni na jedno ramię na którym widniała piękna koronka. 
-Jest piękna, ale nie wiem czy będzie ci teraz potrzebna. Nie wybieramy się na razie na czerwone dywany – zaśmiałam się mierząc dziewczynę od góry do dołu po raz kolejny.
-Oh no wiem, ale jest świetna. Kiedyś może wybierzemy się w tamte strony, a tego cuda już może nie być. A tak czy inaczej nie jest droga – westchnęła szukając dłonią metki.
$78. W sumie oceniając te suknię wyceniłabym ją na więcej.
-Jak uważasz – odparłam – Dobra, idę. Poszukam coś dla siebie – dodałam dyskretnie odchylając kurtynę przymierzalni i wyszłam z pomieszczenia w poszukiwaniach choćby jakiejś zwiewnej sukienki na lato.

Przechodziłam pomiędzy regałami aż w końcu doszłam do tego z pięknymi zwiewnymi kieckami. Znów przebierałam w wieszakach po to aby znaleźć jedno, wielkie nic. Odwróciłam się zmartwiona na pięcie i idąc prosto przed siebie zauważyłam mojego sąsiada.
Henry.
Chyba.
Odwróciłam się twarzą do półek, wyciągnęłam z nich jedną długą, byle jaką suknię sięgającą po same kostki i zakryłam się nią pędząc szybko w stronę przymierzalni.
-Samantha – usłyszałam swoje imię wypowiedzone z pełną gracją i powagą.
Cholera.
Zauważył mnie
Udałam jednak, że nie słyszę jego głosu i kontynuowałam drogę kiedy to ujrzałam wysoką posturę obok mnie. Chłopak złapał mnie lekko za ramię i naparł na nie swoim kciukiem czekając aż się odsłonię.
Dałam za wygraną. Obniżyłam suknię i popatrzyłam w górę na uśmiechniętego chłopca. Wzrokiem powędrowałam po całej długości jego ciała. Miał na sobie elegancki, czarny garnitur i niebieski krawat podwiązany pod szyją. Wykończeniem były lśniące, czarne buty i teczka mieszcząca się w jego lewej dłoni.
Biznesmen?
-Mam rozumieć, że się przede mną chowasz, tak? - zapytał zabierając ze mnie swoją dłoń
-Nic nie masz przez to rozumieć. Przepraszam cię, spieszę się – odwróciłam się od chłopaka w zamiarze szybkiego dotarcia do przebieralni. Jess – jak na złość – nie było w tej części sklepu.
Brunet złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie lecz jak od razu odsunęłam się od jego ciała.
-Masz zamiar to przymierzyć? - spojrzał na suknię, którą trzymałam zgiętą w pół owiniętą na ręce.
-Może tak, może nie. Nie twój interes – popatrzyłam na niego chłodno.
-Preferuję coś dużo krótszego patrząc na twoje długie, piękne nogi. - spojrzał na mnie z determinacją mrugając lekko prawym okiem.
Prychnęłam pod nosem.
-Ale omijając partie twojego ciała. Chciałabym cię zapytać czy przyjęłaś już moją ofertę? Moją propozycję. Tak bym to ujął – podrapał się po policzku
-Chodzi o to? - wyciągnęłam karteczkę z tylnej części moich szortów pokazując ją chłopakowi. -Podjęłam decyzję. Nie przyjdę do ciebie czekając na „wynagrodzenie” z twojej strony. - uśmiechnęłam się sarkastycznie
-Nie wiem jakiego człowieka we mnie widzisz, ale mimo wszystko wiedz, że się mylisz. Jesteś moją nową sąsiadką, chciałbym cię poznać. Jeśli się mnie boisz to przestań – jego ton głosu diametrycznie się zmienił. Ucichł.
Przez sekundę pomyślałam, że nie jest taki jakiego opisywali mi Jack i Kylie. Ten chłopak jest elegancki i zadbany. Nie wygląda na typowego żigolo.
-Nie tylko ja jestem twoją nową sąsiadką. Wprowadziłam się z przyjaciółką.
-Więc przyjdź z nią – zaproponował
Odwróciłam głowę w poszukiwaniach Jess, ale nadal nigdzie jej nie było.
-Porozmawiam z nią. Albo zjawimy się o 9 tak jak pisałeś, albo nie będzie nas tam w ogóle.
-Stoi. Więc na razie – po raz kolejny mrugnął prawym okiem i po prostu odwrócił się wychodząc ze sklepu.
Po co w ogóle tutaj przyszedł? Wszedł do sklepu i po przypadkowej rozmowie ze mną z niego wyszedł.
Po chwili zaczęłam więc znów szukać mojej przyjaciółki pomiędzy półkami i wieszakami. Znalazłam ją dopiero przy kasie. Odbierała właśnie zakupione rzeczy. Podeszłam więc do niej i stanęłam obok.
-Tutaj jesteś! Szukałam cię cały czas! - powiedziałam krzywiąc się lekko.
-Przymierzyłam kilka rzeczy i kupiłam... - zaczęła szukać czegoś w dużej, niebieskiej torbie. - Tadaam – wyciągnęła krótką czerwoną suknię. Te samą, którą przymierzała wcześniej.
-Jednak ją kupiłaś? Nie chcę nic mówić, ale naprawdę nigdzie ci się ona nie sprzyda. Przyjechałyśmy do pracy. Nie po to by imprezować. - przypomniałam jej chwytając ją pod ramię i ciągnąc ze sobą do wyjścia ze sklepu.
-Jest piękna – powiedziała ze smutnym wyrazem twarzy, chowając materiał z powrotem do torby.
-Owszem jest
-No widzisz – uśmiechnęła się
-Gdzie teraz? - zapytałam po chwili
-Na razie pójdźmy coś zjeść a potem polecimy popatrzeć na jakieś rzeczy dla ciebie – zaproponowała po czym ja zaakceptowałam to szerokim uśmiechem.

~~~
-Kiedy ty się przebierałaś, spotkałam w sklepie naszego nachalnego sąsiada – zaczęłam wychodząc z Jessicą z galerii.
-Tego, który nie dawał ci spać?
-Dokładnie – odparłam – Więc... Mówiłam ci o tym co stało się w windzie dzisiejszego dnia?
Kiwnęła głową twierdząco.
-Jak zeszłam później na dół, czekając na ciebie przed blokiem, wyciągnęłam ten liścik, który był wciśnięty w naszą skrzynkę pocztową. - pokazałam przyjaciółce zgniecioną nieco kartkę. Ta przeleciała po niej wzrokiem i zamilkła oniemiała oddając mi ją.
-Cholera jasna – po chwili uśmiechnęła się szeroko. -Leci na ciebie. Nie bez powodu chce cię przeprosić. Zapewne wpadłaś mu w oko – klepnęła lekko moje ramię.
-W każdym razie, w sklepie zapytał mnie czy już coś zdecydowałam i czy przyjdę do niego. Powiedziałam, że nie wiem, później wspomniałam o tobie a on zaproponował mi przyjście razem z tobą – zatrzymałam się na chwilkę – Jeśli nie pójdziesz ze mną, ja nie też nie pójdę – dokończyłam.
-Pójdę z tobą, stara – posłała mi ciepły uśmiech. - I tak nie mamy co robić wieczorem. Nikogo tutaj nie znamy.
-Ja znam. Jack i Kylie. Mieszkają na samej górze. Spotkałam ich w windzie. Naprawdę mili ludzie. Musisz ich spotkać.
-Zapewne zrobię to kiedy indziej. Dzisiaj idziemy do... sąsiada – uśmiechnęła się po raz kolejny.
-Cieszę się cholernie – powiedziałam sarkastycznie kontynuując drogę do domu.


____

PRZYPOMINAM O KOMENTARZACH BEZ KTÓRYCH NIE BĘDĘ DODAWAŁA KOLEJNYCH ROZDZIAŁÓW!
Minimum 25 komentarzy i pojawi się next <3
-Joan

wtorek, 9 września 2014

Rozdział 2

-Za dwa dni mamy pierwsze spotkanie z „Look” - powiedziałam podekscytowana wchodząc z powrotem do mieszkania.
Jessica w tym czasie rozpakowywała swoje rzeczy w salonie i słysząc to co powiedziałam, oderwała się od roboty, żeby bez słowa podbiec do mnie i rzucić mi się na szyję.
-Cholera, tak się cieszę! - rzuciła
-Sama się sobie dziwię, że akurat nas tam chcieli – uśmiechnęłam się i podałam list przyjaciółce. Ta usiadła na kanapie i pogłębiła się w czytaniu.
Weszłam do swojego pokoju mieszczącego się zaraz obok salonu i wyciągnęłam swoją walizkę. Nadal kipiała ze mnie ekscytacja ale niepokoiła sytuacja sprzed kilkunastu minut. Nie znam nawet jego imienia. Kim jest ten chłopak i dlaczego tak zależało mu na moim imieniu?
-Spotkałam tego kolesia – zaczęłam po chwili
-Jakiego kolesia? - zapytała mnie wstając z kanapy i wkładając papier do z powrotem do koperty. Podeszła do kuchni i wsadziła list do jednej z szafek opierając się o framugę drzwi w moim pokoju.
Popatrzyłam na nią do góry.
-Tego co w nocy nie dawał mi spać. Henry, czy jakoś tak – kiedy mówił mi swoje imię byłam za bardzo przerażona, żeby go słuchać i skupić się na jego słowach.
-Nie przejmuj się stara, to pewnie jakiś frajer – próbowała mnie uspokoić. Zauważyła zapewne moje przygnębienie.
-Zamknął mnie w windzie i poprosił o to, żebym powiedziała mu jak się nazywam. W innym razie by mnie nie wypuścił – wyjaśniłam nieco bardziej ze szczegółami
-Co, przepraszam? Zamknął cię w windzie? - zapytała z lekkim niedowierzaniem
-Tak właśnie – spuściłam głowę i kontynuowałam rozpakowywanie rzeczy.
-Ładny chociaż? - zapytała Jess. O dziewczyno, błagam cię!
-Mówię ci właśnie, że jakiś koleś którego imienia nawet nie pamiętam, zamknął mnie w windzie i ciągnął za włosy żądając mojego imienia a ty zamiast coś z tym zrobić pytasz czy jest ładny? - wyjaśniłam, choć nie bardzo wiedziałam czy Jessica ogarnęła wszystko co powiedziałam.
-Tak? - zapytała z uśmiechem – Jesteśmy w nowym mieście z nowymi ludźmi, oprócz pracy trzeba się bawić. Dziewczyno, chyba zauważyłaś czy jest przystojny czy nie
-Jest arogancki, to po pierwsze. A znając twój gust, spodobałby ci się – posłałam jej miły uśmiech.
Chłopak jest przystojny, jednakże jego charakter psuje całą jego aurę i moją opinię o nim. Słyszałam w jego głosie ten angielski akcent, zakładam się, że nie jest kanadyjczykiem.
-Wspaniale – dziewczyna klasnęła w dłonie i wyszła z mojego pokoju.
-Może pójdziemy na jakieś zakupy? - powiedziałam po chwili.
Mamy jakieś kanadyjskie drobniaki. Przed wyjazdem wymieniłyśmy w kantorze kilkanaście funtów, żeby móc jakoś tutaj wystartować i mieć na każde opłaty.
-Niezły pomysł, jestem strasznie głodna. Ubieraj się i zaraz wyjdziemy – rzuciła z powrotem.
Wyciągnęłam wyjściowe rzeczy i wrzuciłam je na siebie. Ubrałam krótkie spodenki i szeroką bluzkę na ramiączkach, wsadzając ją do szortów. Lato w tym roku w Toronto jest znakomite. Szkoda, że w Anglii nie możemy nacieszyć się takim słońcem. Po kilku minutach byłam gotowa. Wzięłam do ręki torebkę w którą wsadziłam portfel i założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne.
-Gotowa? - weszłam do salonu
-Chwileczkę – odparła wsadzając na tyłek spodenki
-Poczekam na dole – dodałam i otworzyłam drzwi od mieszkania wychodząc z niego.
Na piętrze było ciemno więc ściągnęłam okulary bo nic przez nie nie widziałam. Kliknęłam na guzik powołujący windę i weszłam do środka. W metalowym pomieszczeniu stały 2 osoby mniej więcej w moim wieku. Chłopak. Wysoki, postawny z przydługimi włosami i dziewczyna. Równie niska jak ja z kolorowymi włosami. Czubek jej włosów był niebieski natomiast w dół spadały na jej ramiona różowe kosmyki.
-Dzień dobry – powiedziałam do nich. Widziałam jak ich uśmiechy wzrosły patrząc się na mnie. Oboje mieli pogodne miny więc wywnioskowałam z nich, że są sympatycznymi ludźmi.
Zależy mi na nowej i pozytywnej opinii w okolicy. Nie chciałabym źle zacząć znajomości z sąsiadami.
-Obstawiam, że mieszkacie w tym bloku – uśmiechnęłam się do nich
-Tak. Mieszkamy na samej górze – powiedział wysoki brunet
-Jestem Samantha – podałam rękę w stronę dziewczyny, która natychmiast uścisnęła ją w przywitaniu.
-Kylie – powiedziała
-Ja jestem Jack – odezwał się chłopak
-Miło mi was poznać – zaczęłam – Ja i moja przyjaciółka Jessica wprowadziłyśmy się tutaj wczoraj. Mieszkamy pod 501
-501? - zapytał Jack
-Tak
-Jesteś sąsiadką psychola – oznajmił
-Zdążyłam już go poznać. Jest okropny
-Masz szczęście, że nie znasz go bardziej. Koleś ma strasznie nasrane w bani
Drzwi od windy otworzyły się a w pierwszej kolejności wyszedł z niej Jack.
-Nie pchaj się w znajomość w nim. To kompletny debil. - chłopak odwrócił się w stronę mnie i Kylie, która razem ze mną wyszła z metalowej powłoki. -Co chwile sprowadza sobie do mieszkania inną laleczkę. Jest bogaty, ma własną firmę a mieszka tutaj. - dodał
-Więc mam nadzieję, że nie będę miała z nim styczności – odparłam przeraźliwie.
-Oby – odezwała się Kylie.
Cholera.
W co ja się wkopałam?
-My idziemy na zakupy. Do zobaczenia – powiedziała uśmiechnięta dziewczyna.
-Trzymajcie się – uniosłam lekko dłoń w celu pomachania im na pożegnanie.

Stałam w centrum niedużego holu kiedy mój wzrok powędrował na naszą blokową skrzynkę w której niestarannie był wsadzony biały liścik. Podeszłam do niej i wyciągnęłam kartkę z małej dziurki. Rozłożyłam ją bez obaw co jest w środku.
Kurwa mać.
Chce mi to wynagrodzić? Ale jak?
Dziewczynie w nocy też coś wynagradzał?
Obrzydziłam się na samą myśl o tym i schowałam liścik do spodenek. Zaraz potem zobaczyłam Jess wychodzącą z jednej z wind.
-Na naszym piętrze mieszka fajna dupeczka – uśmiechnęła się do mnie
-Niesamowite – udałam zainteresowanie i otworzyłam drzwi które prowadziły do wyjścia z budynku.
-Mówię serio. Spadły mi okulary jak zamykałam drzwi od pokoju a on je podniósł i mi podał. Ahh – Jessica podekscytowana ściskała swoje okulary w obu dłoniach.
Na myśl w tamtej chwili mi nie przyszło, że może chodzić tutaj o naszego nienormalnego sąsiada.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 1

-Bądźcie ostrożne – powiedziała moja mama przytulając mnie mocno do swojej piersi. Widziałam zauważalną gołym okiem łzę kręcącą się w jej oku. Smutek już rysuje się w jej wnętrzu a w moim jest tylko jedna wielka ekscytacja. Nie każdy dostaje szansę bycia wizażystką w firmie „Look” a tym bardziej, że mieści się ona w Toronto!
-Będziemy mamo, nie masz się co martwić. Dam ci znać jak dolecimy na miejsce – uśmiechnęłam się do niej i jeszcze raz ją przytuliłam po czym chwyciłam za dwie walizki i wraz z Jessicą ruszyłyśmy w stronę drzwi.
-Nie wierzę, że wyjeżdżacie – rzucił mój brat Daniel odbierając od nas walizki i wsadzając je do bagażnika. -Cholernie mi będzie nudno bez tej buźki – uśmiechnął się i wolną ręką poczochrał mi niestarannie włosy.
-Też będę tęsknić – wydukałam poprawiając z powrotem swoją grzywkę.
Wszyscy wsiedliśmy do auta i odjechali w stronę lotniska.

~~~

-To kiedy się widzimy? - zapytał Daniel trzymając mnie w objęciach.
-Mam na razie bilet w jedną stronę. Nie wiem jak damy sobie radę w tej pracy. Być może wyleją nas po tygodniu – oboje zachichotaliśmy i oderwaliśmy się od siebie.
-Bezpiecznego lotu – powiedział podchodząc do Jess i żegnając się z nią.
-Dzięki – odparłyśmy i udałyśmy się do odprawy.
-To będzie niezapomniana wycieczka – wypaliła Jessica skacząc z ekscytacji.
-Zgadzam się – odparłam

~~~

-Patrz, Sam, patrz! - poczułam kilka uderzeń w ramię. Auć. O tak! To tylko Jessica zachwycająca się czymś za oknem samolotu. Przetarłam śpiące oczy i popatrzyłam w szybę. -Już jesteśmy nad Toronto! - dodała z rosnącą ekscytacją.
Toronto już wieczorem wygląda naprawdę pięknie. Każde jedno piętro jest oświetlone i zachwyca widokiem. Ogromne szczęście nas spotkało i umożliwiło nam prace i życie w takim miejscu. To magiczne. Piękne. I od dzisiejszego dnia nasze.

~~~

Zamówiona taksówka już na nas czekała kiedy wytargałyśmy wszystkie walizki z lotniska.
-Nawet nam zamówili taksówkę. Musi im na nas zależeć – szepnęła do mnie Jess.
-To prawda – kiwnęłam głową.
-Dobry wieczór panie. Jestem przysłany tutaj z firmy „Look” i mam zawieść panie do waszego apartamentu. Macie dokładny adres nowego mieszkania? - zapytał pan na mojego oko posiadający jakieś 28-30 lat.
-Tak, mamy. Ulica York Mills a blok stoi dokładnie w części Roywood Drive. Numer 267. Wie pan o czym mówię? - zapytałam z uśmiechem. Adres nowego apartamentu wykułam na pamięć, wcale nie dlatego gdy ktoś by o niego pytał, raczej dlatego, że byłam tym podekscytowana.
-Ma się rozumieć panno... - zawahał się
-Harris. Samantha Harris. A to Jessica Walker – podał mi dłoń po czym ten sam ruch powtórzył w stronę Jess.
-Nazywam się Paul Fiuza. Miło mi panie poznać. Zapraszam do środka – otworzył nam tylne drzwi przez które wsiałyśmy do środka.

~~~

-Proszę bardzo – powiedział kierowca wjeżdżając na jakiś podjazd. Popatrzyłam za okno i zobaczyłam duży budynek. Miał około 25 pięter.
-Dziękujemy panu bardzo – Jess uśmiechnęła się do Paul'a po czym ten odwzajemnił gest. Stałyśmy już obok budynku wpatrując się w niego. Taksówka która przyjechałyśmy właśnie odjechała a my z walizkami stałyśmy na podjeździe bloku patrząc w niego jakbyśmy wyszły z jakieś psychiatryka.
-Proponowałabym wejść do środka – powiedziałam po chwili na co usłyszałam głośny chichot przyjaciółki.

Wnętrze było bardzo ładne. Na parterze znajdowały się windy i duże drzwi które prowadziły do właścicielki całego budynku. Otworzyłyśmy je i weszłyśmy do środka.
-Dobry wieczór. W czymś mogę pomóc? - przywitała nas uśmiechnięta kobieta w średnim wieku.
-Nazywam się Samantha Harris. Razem z przyjaciółką Jessicą miałyśmy się tutaj zjawić dzisiaj. Telefonicznie uzgadniałyśmy, że chcemy wynająć u pani pokój – wyjaśniłam na wdechu. W moim wnętrzu aż było gorąco. Cholera! Daj nam już ten pokój! Chcę iść spać!
-Ah tak, mam tutaj wszystko zapisane – zaczęła przeglądać coś w systemie – Pokój numer 501 piętro 12. Mam nadzieję, że spodoba się tutaj paniom – podała mi do ręki klucze i usiadła z powrotem na swoje miejsce.
-Dziękuję bardzo. Dobranoc – pożegnałyśmy się z nią i ruszyłyśmy do windy.

-Tutaj! - oczywiście moja przyjaciółka pierwsza musiała zauważyć drzwi które prowadziły do naszego nowego mieszkania. Wsadziłam klucz do zamka i przekręciłam kulką po czym drzwi otworzyły się a naszym oczom ukazał się duży i wszechstronny pokój. Długo szukałyśmy umeblowanego mieszkania i w końcu nam się udało. Wszystko jest tak jak na zdjęciu a nawet jeszcze ładniejsze.
-Zalatuje mi to jakimś hotelem – rzuciła Jess na co ja odpowiedziałam śmiechem.
W mieszkaniu były 3 pokoje, salon, łazienka i mała kuchnia. To nawet więcej jak dla dwóch dziewczyn.
-Nie obchodzi mnie już dzisiaj nic! Idę się wyspać, jestem strasznie zmęczona – powiedziałam ruszając do jednego z pokoi. -Zaklepuje ten! - dodałam wchodząc do pomieszczenia i zamknęłam drzwi. Nawet nie przyjrzałam się mu. Pop prostu rzuciłam się na łóżko i próbowałam usnąć.

Ze snu wyrwał mnie dziwny dźwięk pojękiwania. Co jest? Zamknęłam z powrotem powieki, ale jęki znów mi je automatycznie otworzyły.
-Kurwa mać! - ktoś najwyraźniej urządził sobie nocny seks. Która jest do cholery godzina? Wygrzebałam telefon we spodni i sprawdziłam czas. 7:18. Nie przestawiłam zegarka! Na kanadyjski czas wypadała właśnie 12:18 w nocy! To czas na spanie! Albo chociaż dawanie komuś zasnąć.
Stuknęłam mocno w ścianę, ale dźwięki zza niej nie ustały.
-Ciszej! - krzyknęłam stukając po raz kolejny. Nic. Naprawdę mnie nie słychać?
Zwlokłam się z łóżka i wyszłam z pokoju szukając Jess. Leżała i udało jej się zasnąć w jednym z pokoi.
-Śpisz? - szepnęłam lekko szarpiąc ją za ramię. Jestem głupia. No raczej, że śpi.
-A jak myślisz? - odparła pytająco.
-No tak. Nie chcesz zamienić się pokojem?
-Teraz?
-Mhm – przytaknęłam
-Jest noc, a ja przywiązałam się do tego pokoju. I do łóżka. Co jest? - zapytała mnie
-Ktoś za ścianą u mnie się rucha. A jęki laski nie dają mi zasnąć – wyjaśniłam krótko
-To puknij w ścianę – zaproponowała
-Pukałam i dalej się drze
-To idź do nich – Jessie przytuliła się z powrotem do poduszki.
Niezły pomysł.
Przetarłam oczy i wyszłam z mieszkania. Bosymi stopami stąpałam po czerwonym dywanie. O kurwa! Jak w Hollywood!
Kiedy doszłam do drzwi obok zapukałam całymi pięściami. Nikt nie otworzył więc spróbowałam jeszcze raz. Po kilku minutach w drzwiach stanął wysoki, młody chłopak z ciemnymi lokami na którego pasie wisiał biały ręcznik.

-Mogę w czymś pomóc, kochanie? - zapytał arogancko uśmiechając się do mnie łapczywie. Co za koleś.
 -Tak. Nie wiem czy orientujesz się, ale jest po godzinie 12 w nocy. Właśnie się tu wprowadziłam, jestem po długiej podróży i chciałabym się wyspać, ale ty i twoja dziewczyna mi to uniemożliwiacie. Pewnie wiesz co mam na myśli – uśmiechnęłam się sarkastycznie do niego.
-To nie jest moja dziewczyna, skarbie – odparł.
-Wiesz, że nie w tym rzecz
-Więc w czym? - zapytał opierając się o ścianę. Serio nie wiesz o co mi chodzi Sherlocku?
-Może nauczysz swoją koleżanką czy kimkolwiek jest osoba z którą właśnie się pieprzysz, żeby nie krzyczała podczas seksu jakby ją ze skóry obdzierano - wytłumaczyłam lekko się przy tym czerwieniąc. Niby taka cicha ze mnie dziewczynka a tu proszę. Tak otwarcie rozmawia z nieznajomym. O seksie.
-To kręci każdego faceta. Mnie też – wyszczerzył do mnie zęby.
-O boże, koleś. Chyba się nie dogadamy. Bądźcie trochę ciszej, jestem zmęczona i chcę się wyspać -Zobaczę co da się zrobić – odparł
-Zobaczę? Proszę was, bądźcie cicho – odeszłam od chłopaka i udałam się w stronę mojego mieszkania.
-Powiesz mi jak masz na imię, kochanie? - rzucił po chwili
-Nie twój zasrany interes – wypaliłam. Gdyby było południe a ja byłabym wyspana nie odezwałabym się w taki sposób do obcego faceta.
-Zabawne – zaśmiał się – Jeszcze zobaczymy skarbie – dodał.
Prychnęłam pod nosem i weszłam do mieszkania.
-Uuuuuugh – wyrzuciłam z siebie i poszłam bez słowa do pokoju.
Przykryłam się starannie kołdrą i ułożyłam na boku. Opuściłam powieki i czułam jak zasypiam w ciszy kiedy baaam!
Ta jebnięta znowu zaczyna krzyczeć. Zrobił to specjalnie bo krzyczy jeszcze głośniej nić wcześniej. -Żartujesz sobie ze mnie facet? - krzyknęłam głośno ściskając dłonie w pięści.
-Wybacz – usłyszałam po chwili głos zza ściany
-Nie możesz przelecieć jej przez dzień? - odkrzyknęłam.
-Mogę, ale teraz obydwoje mamy na to ochotę – zajebista konwersacja przez ścianę. Naprawdę.
Nie odpowiedziałam nic kiedy znów słyszałam jęki. No nie. Ruszyłam w stronę korytarza w naszym mieszkaniu. Zapomniałam. Przecież mamy jeszcze jeden pokój. Zrezygnowana trzasnęłam drzwiami i ułożyłam się w innym łóżku.
Na szczęście zmęczona zasnęłam bardzo szybko.

~~~

Przebudziłam się rano kiedy promienie słoneczne przebijały się przez rolety. Mruknęłam i obróciłam się na drugi bok kiedy zorientowałam się, że dzisiaj powinnyśmy dostać list od naszej nowej szefowej. Zerwałam się z łózka i poszłam do kuchni. Jess już rześko krzątała się po mieszkaniu rozpakowując się.
-Witam cię – powiedziała z uśmiechem
-Ehhhh, cześć – przeciągnęłam się leniwie. Nie wyspałam się. No jasne.
-Jak tam, sprawy z sąsiadami? - zapytała
-Masakra. Byłam tam w nocy. Otworzył mi drzwi jakiś młody chłopak i zaczął walić mi tekstami typu „skarbie” i „kochanie”. Moje upomnienie nic nie dało więc zmieniłam pokój – wytłumaczyłam siadając na kanapie.
-Ciekawe, ciekawe – zaśmiała się
-Idę na dół, może przyszedł już list z Look – rzuciłam po czym wstałam z kanapy i podeszłam do wyjścia zabierając po drodze klucze do skrzynki.
Weszłam do windy i tu niespodzianka. Kolega z 502 odwiedził akurat windę numer 4.
-Znów się spotykamy – uśmiechnął się do mnie. - Jak tam, wyspałaś się? - dodał.
Żartujesz sobie?
-Może domyślisz się? Twoja panienka ma jakiś dziwny rozwój strun głosowych. Piszczała jak chomik – drzwi od windy rozsunęły się po czym wyszłam z metalowego pomieszczenia, jednak zostałam zatrzymana przez chłopaka.
-Puść mnie – próbowałam się wyrwać z jego uścisku. Ten jednak wciągnął mnie z powrotem do windy i zasunął drzwi blokując wyjście. -Co ty robisz?
-Spokojnie kochanie. Nie masz się co bać – chwycił mnie za włosy i przybliżył mnie do siebie – dziewczyna która tak ci w nocy przeszkadzała to moja dobra koleżanka, kiedyś ty też nią będziesz więc nie tremuj się w tej chwili. Rozumiem, że ty nie masz takiej wygody u chłopaków jak tamta dziewczyna, ale to się może zmienić – wyszczerzył ponownie zęby
-Nie będziesz mówił co się stanie. Nie przyjechałam tutaj użerać się z jakimiś męskimi dziwkami. Odwal się – wysyczałam przez zęby
Chłopak zaśmiał się szyderczo i puścił moją głowę.
-To nie powiesz mi jak masz na imię?
-Mówiłam już, że to nie twój interes – to prawda byłam pewna siebie w tej chwili, ale jednocześnie bałam się jak cholera. Ten chłopak mógł być nieobliczalny.
-Jeśli nie odpowiesz, nie wypuszczę cię stąd – przekręcił głowę w bok.
Zmarszczyłam czoło.
-Sam. Wypuść mnie!
-Dziękuję. Ja jestem Harry. Miło cię poznać – przycisnął przycisk otwierający drzwi. Popatrzyłam na niego po raz ostatni. Nadal się uśmiechał, a kiedy drzwi zaczynały się zamykać, przerwał je i wyszedł za mną z windy wychodząc całkowicie z bloku.
-Zobaczymy – rzucił cicho
Serce biło mi jak oszalałe. Podeszłam do skrzynek i otworzyłam tę z numerem 501. List od „Look” już w niej leżał, więc uśmiechnęłam się na sam widok koperty. Zamknęłam skrzynkę i wsiadłam do windy znów wracając na piętro mieszkania.   

_________________________________________________________________________________
Hejooo! Wiec 1 rozdział za nami! Mam nadzieję, że chociaż trochę przypadł wam do gustu. Od razu mówię, że rozdziały nie będą dodawanie regularnie bo nie wiem kiedy będę miała wenę i wolny czas, ale nie o to się martwcie. Proszę o komentarze.
Minimum 10 pod każdym rozdziałem i zaczynam pisać kolejny,l bez tego nie ma sensu kontynuować bloga. Wybór należy do was :)

Bohaterowie


Sam i Jess to dwie najlepsze przyjaciółki mieszkające w Londynie. 
Po skończonej szkole nie miały zamiaru podjąć się studiów lecz obydwie szukały 
dobrej dla nich pracy jako wizażystki. 
Dostały ofertę od znanej firmy „Look” mieszczącej się aż w Toronto. 
Firma w ofercie zapewnia opłacony lot. 
Dziewczyny jednak muszą znaleźć dla siebie odpowiednie mieszkanie. 
Po poszukiwaniach znajdują jednak to które znajduje się poza centrum miasta.

Czy mieszkanie będzie odpowiednie, czy może problemem będą sąsiedzi? 

 Pewnie możecie mieć wątpliwości co do miasta wymienionego w opowiadaniu ale rzecz w tym, że owe miasto nie jest tutaj bez przyczyny. Wybrałam je ponieważ wiem o nim dużo z własnego doświadczenia. Nie bez przyczyny wybieram taki a nie inny numer pokoju, miejsce w które aktorzy się wybierają czy ulice którymi się przechadzają. Wszystkie miejsca, które wykorzystam w opowiadaniu były już wcześniej przeze mnie odwiedzone. Nie chciałam brać Londynu czy Los Angeles w których nie byłam i nie znam dobrze ani jednej ulicy. Toronto jest mi dobrze znane więc mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe, jeśli nie odczujecie tej opowieści tak jak innej która odbywa się w Londynie choć nie mam pewności czy to w ogóle jest jakąś większą różnicą gdzie i kiedy akcja się odbywa.
Miłego czytania! :)



Harry Styles
wiek: 23
wzrost: 181cm
kolor oczu: zielone
kolor włosów: ciemny brąz
miejsce zamieszkania: Toronto
ksywka: Hazz


 Samantha Harris
wiek: 21
wzrost: 176cm
kolor oczu: brązowe
kolor włosów: brąz
miejsce zamieszkania: Londyn
ksywki: Sam, Sammy



 Ashley Williams
wiek: 23
wzrost: 178cm
kolor oczu: brąz
kolor włosów: brąz
miejsce zamieszkania: Toronto
ksywka: Ash


Jason Mendler
wiek: 26
wzrost: 180cm
kolor oczu: niebieskie
kolor włosów: ciemny brąz
miejsce zamieszkania: Toronto
ksywka: Jay


Jessica Walker
wiek: 21
wzrost: 172cm
kolor oczu: brązowe
kolor włosów: ciemny brąz
miejsce zamieszkania: Londyn
ksywki: Jess, Jessie

DALSZA OBSADA WKRÓTCE!
___________________

Jeśli chcesz, żebym informowała cię o nowych rozdziałach,
 napisz do mnie na twitterze: @WrongSizeShoe1D